Zaplanuj – pojedź – wykonaj!

Witam Was serdecznie po raz pierwszy w tym sezonie na portalu Karp Pasja i Przygoda. Z różnych względów wcześniej nie udało mi się wyjechać na prawdziwą, kilkudniową zasiadkę. Przez ostatnie kilka tygodni miałem wrażenie, że mój sezon wędkarski 2018 nigdy się nie zacznie. Zarówno obowiązki zawodowe, jak i osobiste sprawiały, że nie było nawet mowy, aby gdzieś wyjechać, nie mówiąc już o nagraniu filmu. Przyszedł jednak taki moment, jak to ostatnio określił mój przyjaciel Daniel Kruszyna, że odezwała się we mnie dusza wojownika
i postanowiłem, że jadę na długo planowaną wyprawę z moimi przyjaciółmi nad Niemiecką zaporówkę.
Jak wynika z tytułu artykułu nic nie dzieje się przypadkiem – tak było i teraz! Wyjazd do Niemiec był planowany od listopada ubiegłego roku, zaopatrzony przez Duxon Shop w najlepsze przynęty Misela Zadravca z serii Monster Carp w ilości 60 kg kulek 20 mm, ruszyłem kolejny raz nad wielką Niemiecką wodę. Po przyjeździe na miejsce, gdzie byli już moi towarzysze zasiadki Andrzej z Przemkiem, dowiaduje się wraz z moim kompanem Piotrem, że po pierwszej nocy chłopaki mają już wyjęte ryby. Stwierdzamy jednoznacznie, że wcześniej wytypowane przez nas miejsce na mapie okazuje się strzałem w dziesiątkę, kolejne kilka dni tylko to potwierdziło.
Podczas tego pobytu mieliśmy istne zawirowanie pogody, dosłownie doświadczyliśmy wszystkiego – no, oprócz śniegu. Porywisty wiatr wiał przez pięć dni, do tego burze, deszcze i piekące słońce, czyli wszystko, co nad wodą potrafi umilić czas bądź przysporzyć o niemałe problemy.
Jak to bywa nad wielkimi wodami, przygotowanie do samej zasiadki ma największe znaczenie. Pobyt nad tak dużą wodą weryfikuje bardzo szybko czy przygotowaliście się wystarczająco dobrze na taki wyjazd.
Jak się później okazało, mentalne przygotowanie odegrało kluczową rolę. Gdy byliśmy w listopadzie na tej samej wodzie, co wiedzieliście zapewne w filmie „Karipologa” na YouTube, pogoda nas naprawdę oszczędziła, pomimo ekstremalnych wywózek na blisko 350 metrów, nie mieliśmy wtedy z tym żadnych problemów. Jakież było nasze zdziwienie, gdy tym razem po przyjeździe, naszym oczom ukazała się kolejna, odmienna twarz tej wody. Szalejący wiatr, fale jak nad naszym rodzimym morzem powodowały, że zaczęliśmy naprawdę wątpić, czy będziemy w stanie wywieźć zestawy. Osobiście z takimi warunkami jeszcze nigdy nie miałem do czynienia, było to dla mnie kolejne bardzo ważne doświadczenie. Każda wywózka przy wysokich falach, jak i hol walecznych karpi na środku wody, gdzie do każdego brzegu mamy po 400 metrów pozostanie w nas do końca życia.
Co do samej taktyki nad wodą to kolejny raz okazało się, że łowienie nad wielką zaporówką nie zawsze musi się wiązać z wielkim nęceniem. Pomimo tego, że byliśmy zaopatrzeni w wystarczającą ilość kul, wykorzystaliśmy ich zaledwie 20 kg. Bardzo szybko zorientowaliśmy się, że miejsce położenia zestawów, znalezienie korzeni na dnie wody oraz nęcenie tylko kilkoma garściami kulek dawało zamierzone efekty.
Wiem, że niektórzy z Was będą bardzo zdziwieni takim podejściem, ja natomiast wraz z Piotrem nie byliśmy zaskoczeni, mając w głowie taktykę nęcenia na jednej z zapór we Francji. Tam również konsekwentne nęcenie niewielką ilością kul wytypowanej miejscówki przyniosło nam najlepsze efekty, natomiast na wędkach gdzie sypaliśmy bardzo duże ilości zanęty, nie doczekaliśmy się brania.
Ogólny wynik naszej czwórki to 14 karpi przez cztery noce. Gwiazdami zasiadki były pełnołuskie torpedy oraz 17.5 kg karp Andrzeja i 16 kg amur również przez niego złowiony. Mnie udało się skusić do brania trzy ryby, z czego jestem bardzo zadowolony! Plan uważam za wykonany z nadwyżką!
Po każdym takim wyjeździe wiem, że muszę kilka rzeczy zmienić, inaczej podejść do spraw sprzętowych i taktyki, każdy taki wyjazd nad wielką wodę uczy – tylko od nas zależy czy wyciągniemy z tego wnioski.
Zmierzając ku końcowi, chcę wam tylko powiedzieć, że warto wyrwać się z domu, zaplanować taki wyjazd – wy też możecie odnaleźć w sobie duszę wojownika, zrezygnujcie z kilku wyjazdów na komercję i pojedźcie spełniać swoje marzenia nad wielkimi wodami! To właśnie tam żyją naprawdę dzikie, waleczne, nieokiełznane karpie z trójką, a nawet czwórką z przodu.
Na zakończenie artykułu kilka fotek z wyjazdu. Za kilka dni ukarze się niesamowity film Karpiologa z tej wyprawy, także śledźcie jego profil.
Ps.
Dziękuje Andrzeju, Piotrze i Przemku”Karpiologu” za niesamowity czas spędzony w Waszym towarzystwie i za to, że mogłem przy Was cieszyć się z jednej z najważniejszych informacji w moim życiu. Do zobaczenia nad wodą za kilka tygodni!
          

Dodaj komentarz