Upalny Kamieniołom

Fala upałów już od kilku tygodni utrzymuje się w naszym kraju, a niestety tak wysoka temperatura nie ułatwia sprawy w łowieniu wymarzonych ryb. Woda w moim ulubionym zbiorniku rozgrzała się o kolejne kilka stopni, co skłoniło karpie do amorów, więc ruszyły na tarło. Poniesione instynktem, miały w nosie nasze zestawy oraz starannie dobrane mieszanki zanętowe… Cóż bywa i tak, ale czy się poddaliśmy? To nie w naszym stylu!

Długi weekend postanowiliśmy, znów spędzić nad kamieniołomem. Urokliwa woda, która nie potrafi dać o sobie zapomnieć. Zadowoleni z zajęcia wygodnego miejsca, zaczęliśmy się rozkładać, lecz  lejący się z nieba żar mocno spowalniał nasze ruchy.
Pełni nadziei wywieźliśmy swoje zestawy we wcześniej wytypowane miejscówki. Wszystko zrobione na „tip-top”, więc teraz czas na chillout i napoje chłodzące. Trzeba pamiętać o spożywaniu dużej ilości płynów podczas upałów, aby nie nabawić się niepotrzebnych komplikacji z odwodnienia.

Nasz odpoczynek nie trwał zbyt długo, ponieważ Karol zaczął popis łowienia na zig-riga. Ilość brań robiła wrażenie, jednak wielkość łowionych ryb, już niekoniecznie.  Zig okazał się tego dnia, jak i w kolejnych, jedyną skuteczną metodą, aby dobrać się do jakichkolwiek ryb. Zestawy położone na dnie pomimo wielu kombinacji, zarówno w prezentacji, jak i sposobie nęcenia nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.  Szczerze liczyliśmy na nocne brania ryb i tak też się zaczęło. Chwilę po 22, gdy tylko się ściemniło, mam pierwszy „strzał” na kukurydzę podwieszoną popkiem. Delikatny hol, podebranie i fajny karpik melduje się na naszej macie. Teraz chwila dla fotoreporterów i niech ucieka do swoich przyjaciół. Niestety było to jedyne branie tej nocy, nasze nadzieje lekko przygasły. Z samego rana postanawiamy dalej kombinować… Niestety bezskutecznie. Jedyne ryby znów łowi tylko Karol na ziga, jednak tym razem udaje mu się wyholować kilka karpi. Dzień mija na słuchaniu dźwięków jego delkima… Zmęczeni kolejnym upalnym dniem kładziemy się wcześnie spać, jednak niedane mi było spokojnie pospać, delikatne piki na moim sygnalizatorze wybudziły mnie ze snu. Myśląc, że to przepływający bóbr zahaczył o żyłkę, niechętnie wychodzę z namiotu, sprawdzić co jest grane. Będąc już przy kijach, zaczyna się jazda. Już wiem, że to karpiszon pobrał znów moje ziarenka. Powolny i spokojny hol zwiastował fajną rybę. Nie myliłem się. Tym razem wojownik dał mi przepiękne 20 minut walki przy samym brzegu, by ostatecznie skapitulować w podbieraku. Pierwsze spojrzenie na mojego przeciwnika i od razu uśmiech pojawił się na twarzy. W końcu coś konkretnego!! Budzę towarzystwo na nocną sesję zdjęciową. Kilka szybkich fotek i misiek powoli odpływa do swoich pobratymców. Ten karp podniósł nasze morale, jednak jak się później okazało, był on pierwszą i ostatnią grubą rybą tej zasiadki…

Mimo wszystko zadowoleni, lecz mocno wycieńczeni zabraliśmy się za pakowanie, obmyślając już kolejny termin wspólnej wyprawy po tarle.  Niech nasi milusińscy wyszaleją się  i głodni wrócą po nasze smakołyki.  Już w ten weekend kolejne podejście, może tym razem uda się połowić więcej. Podczas tej zasiadki jedyne brania z dna udało się wypracować na łańcuszek z kukurydzy podwieszony pop’upem. Już niejednokrotnie ta przynęta dała mi wiele pięknych ryb podczas upałów. Taktyka na kolejny wypad już obrana pozostaje tylko odliczać dni do zasiadki…

Pozdrawiam Mateusz Stachurski.

Dodaj komentarz