Relacja z Mistrzostw Europy Wschodniej!

Właśnie wróciłem do domu. Po naprawdę ciężkim wyjeździe na Ukrainę gdzie odbywały się Mistrzostwa Europy Wschodniej. Pewnie nie tylko dla mnie droga na Ukrainę była tak ciężka i wyczerpująca. Jednak droga z Wiednia do Ukrainy, trwająca dwa dni i stanie na granicy ponad 11 godzin nie należały do łatwych. Brak snu i zmęczenie narastało, ale każda z reprezentacji marzyła o tym, żeby wylosować dobre miejsce i wyjechać w swoje sektory, aby rozłożyć całe obozowisko.
Losowanie odbywało się w niedziele o godz. 16 00 a markerowanie i łowienie dopiero w poniedziałek od godziny 8 rano. Także każda z drużyn miała czas na to, aby się rozpakować i trochę odpocząć. Jednak nie było to takie łatwe! W życiu nie widziałem tyle komarów w jednym miejscu! Nawet w ciągu dnia było ich tysiące, co naprawdę potrafiło wykańczać człowieka psychicznie i fizycznie. Może dla kogoś wydawać się to śmieszne w końcu to tylko komary. Dla nas jednak był to dość duży problem, ale nie o tym chciałem pisać.
Wracając do losowania-woda była podzielona na 3 sektory A, B i C po 8 drużyn w każdej. Tak naprawdę zbieraliśmy informacje o tej wodzie od momentu, kiedy dowiedzieliśmy się, że jest możliwość po raz pierwszy w historii, aby Polska Reprezentacja mogła wziąć udział w Mistrzostwach Europy. Jednak dopiero ostatnie tygodnie dostarczały najwięcej informacji. Jeszcze 3 tygodnie przed tą wielką imprezą odbyły się na tej wodzie zawody rzutowe, gdzie obserwowaliśmy wyniki codziennie. Właściwie bez głębszych analiz od razu było widać, że sektor C jest najlepszy na tę porę roku. Za to najgorszym miejscem okazał się sektor A – gdzie przez pierwsze dni złowiono zaledwie kilka ryb. Nie było więc dziwne, że podczas losowania nikt nie chciał wylosować sektora „A”, który jak możecie się domyślić-przypadł nam.

W poniedziałek rano rozpoczęliśmy pracę związaną z badaniem dna, kładzeniem markerów oraz w końcu mogliśmy zacząć łowić! Z biegiem analizy wody i dna rozpoczęliśmy łowienie blisko brzegu, biorąc pod uwagę wielką falę i wiatr, który wiał prosto w twarz. Nie było lekko i na pierwsze branie musieliśmy trochę poczekać. Każdy z nas postanowił łowić na to, co sprawdzało mu się przez ostatnie lata na wielu wodach! Przypony były równie dobrze sklasyfikowane, tak by wyeliminować spinki niemalże do zera. W moim piórniku leżało przygotowanych ponad 70 przyponów! Kuba zresztą też nie oszczędzał się i zawiązał porównywalną ilość przyponów. Można powiedzieć, że w pierwszym dniu przerobiliśmy wszystkie możliwe warianty. Łowienie na tej wodzie to całkowicie inne łowienie, do jakiego zostałem przyzwyczajony podczas swojej długoletniej przygody z wędkarstwem karpiowym. Po pierwszej dobie mamy 3 ryby co nie jest najgorszym wynikiem. Niestety dwie pozostałe Polskie drużyny w innych sektorach nie odnotowują żadnego brania i po pierwszej dobie klasyfikujemy się na dole tabeli. Rozmowa z chłopakami z naszej reprezentacji, podpowiedzi, na co są brania i z jakiej odległości, przyniosły upragnione rezultaty i kolejna doba już jest o wiele lepsza! Każda z drużyn ma przynajmniej rybę, My z sektora „A” mamy 4 ryby, z sektora „B” tylko jedną rybę, a z sektora „C” 3 ryby. Co lekko zmieniło naszą sytuację w klasyfikacji generalnej. Warto dodać, że włożona praca razem z Kubą w nęcenie spombem i kobrą przyniosła ogromny sukces, gdyż łowimy BIG FISHA! Jest to największy mieszkaniec tej wody o imieniu „Rambo”! Podobno w tym zbiorniku znajduję się 60 ton ryby, a skoro udaję się złowić największą rybę to jak wygrać w totka!

Mimo niewyspania się i ciągłego zmęczenia nie zwalniamy tempa i całą noc donęcamy kobrą łowisko! O naszym poświęceniu mogą świadczyć drzemki przy wędkach na pomoście. Jedynie od godziny 9:00 do 19:00 można było używać spomba, a od 19:00 do 9:00 tylko i wyłącznie nęcenie kobrą. Ze względu na wysoki prestiż imprezy, byliśmy na wszystko bardzo dobrze przygotowani. W trzeciej dobie z sektora „A” doławiamy 7 ryb, sektor „B” niestety 0 – co mocno zaniżyło nasz wynik w tabeli, na szczęście sektor „C” dołowił 5 bardzo ważnych ryb. Nie ukrywam, że byliśmy poirytowani, że znów jeden i ten sam sektor zaniżał wynik całej reprezentacji Polski. Nie zastanawiając się zbyt długo, postanowiliśmy, że ja wiąże przypony, a Kuba miesza zanętę, z kolei jeden zawodnik z sektora „B” przychodzi po wiaderko z zanętą, żeby zaczęli coś łowić. Każda ryba była na wagę złota, tym bardziej że od nich cały czas dostajemy punkty karne. Był to strzał w dziesiątkę, po kolejnej dobie nasi koledzy odnotowują dwie ryby – więc znów wracamy do gry! My doławiamy kolejne 9 ryb a koledzy z sektora „C” 5 ryb.
Od razu widać, że była to dla nas nowa woda i potrzebowaliśmy czasu, żeby ją zrozumieć. Na tym zbiorniku było coś zupełnie innego, z czym jeszcze nigdy się nie spotkałem. Miałem wrażenie, że pewna miejscówka, która dawała nam ryby, po jakimś czasie po prostu się wypala i trzeba szukać od nowa czegoś nowego! Do końca nie wiem, jak to wyglądało u innych, ale my dokładnie z jednej, jak i z drugiej strony mieliśmy reprezentację Białorusi, która od 5 lat była zawsze na podium zawodów, w których brali udział, dlatego nie było łatwo nam o rybę-wręcz była to dość zaciekła walka z sąsiadami. Podczas gdy my nęciliśmy spombem to i oni zaczynali batalię, gdy my braliśmy w ręce kobrę to i oni zaczynali nęcić! Doszło nawet do tego, że gdy my rzucaliśmy np. 130m to oni zawsze kilka metrów dalej i odwrotnie. Wykorzystywaliśmy jedynie sytuację, gdy przychodził czas obiadu czy kolacji. To Białorusini zawsze chcieli zjeść ciepłe posiłki, dlatego my postanowiliśmy jeść zimne lub w ogóle nie jeść, a w tym czasie nęcić i zabierać rybę sąsiadom. Takie drobne rzeczy sprawiały, że doławialiśmy kilka bardzo ważnych ryb!
Od pierwszego do ostatniego dnia łowiliśmy od 52m do 150m, zestawy regularnie były zmieniane co dwie godziny, bez znaczenia czy był to dzień, czy noc. Ani przez chwilę nie było czasu na czekanie, aż ryba znajdzie naszą przynętę, to my szukaliśmy ryb, wykorzystując warunki panujące na wodzie. Jak tylko pojawiał się wiatr, który wiał w naszą stronę, skracaliśmy dystans i kładliśmy zestawy jak najgłębiej. Jak zmieniał się wiatr to i my zmienialiśmy dystans i kierunek łowienia. W momencie, gdy mocno świeciło słońce i było w miarę bezwietrznie, to łowiliśmy na zig riga – co też przyniosło nam kilka ryb, jednak dość małych. Mimo wszystko przez większość zawodów skupiliśmy się na łowieniu z dna, co dało nam naprawdę piękne ryby jak na tę wodę. Licząc średnią złowionych ryb, mieliśmy z Kubą najlepszy wynik na całych zawodach, a indywidualnie zajęliśmy 10 miejsce w Europie na 24 drużyny! Nasza druga drużyna zajęła 12 miejsce, a trzecia niestety dopiero 21 miejsce. Mimo wszystko uważam, że zajęliśmy bardzo dobre 5 miejsce!. Trzeba uznać wyższość Reprezentacji Ukrainy zresztą to aktualni Mistrzowie Świata, a także obecni Mistrzowie Europy Wschodniej. Tym razem łowili u siebie, znając wodę bardzo dobrze, co na pewno dało im ogromną przewagę! Nie podlega natomiast dyskusji to, że potrafią łowić a przede wszystkim rzucać. Dla nich dystans 150 metrów czy nawet 200 metrów to normalna rzecz, gdzie wielu wędkarzy nie jest w stanie osiągnąć 100 metrów!

Reasumując, wiele razy się zastanawiałem, dlaczego Polska nie ma Kadry Narodowej w Wędkarstwie Karpiowym, jednak po cichu liczę na to, że może po tej imprezie zmieni się coś w tym kierunku. W końcu mamy tylu świetnych karpiarzy! Najdziwniejsze jest to, że takie kraje jak Litwa, Białoruś czy Ukraina mają swoje Reprezentacje-to może czas najwyższy, aby Polska też miała swoją Kadrę narodową?
Moim kolegom z Reprezentacji chciałbym serdecznie podziękować za walkę do samego końca. I obyśmy jeszcze mieli możliwość powalczyć dla naszego kraju!

 

 

dav

Dodaj komentarz