Majowa sesja z Massive Baits

Druga zasiadka tego sezonu, którą zaplanowałem spędzić samotnie kilka dni temu, dobiegła końca. Jak było? Chyba ciężko jest wyrazić w kilku słowach ilość emocji i pięknych chwil, które towarzyszyły mi do samego końca jej trwania. Dwie ryby 20+, kilka, którym niewiele brakło do magicznej dwójki z przodu, pare mniejszych – w tym 3 azjatyckie torpedy – a na sam koniec haczyk w palcu, którego usunięcie wymagało pomocy medycznej w szpitalu!
 
Ale może od początku…
 
Na łowisko znajdujące się na moim rodzinnym Podkarpaciu melduję się w niedzielne popołudnie, gdzie mój przyjazd poprzedziła potężna ulewa. Po zakończeniu opadów mogłem spokojnie obserwować łowisko celem wytypowania miejscówek, po czym przystąpiłem do rozkładania klamotów i wywożenia zestawów w swoje „bankówki”. Pierwszy odjazd ku mojemu zdziwieniu mam po około 10 minutach i po dosyć zaciętym holu ryba ląduje w podbieraku. Dopiero przy przenoszeniu ryby do wanienki zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z zawodnikiem wagi ciężkiej i pierwsze 20+ zalicza „knockout” lądując na macie. Po chwili zapada zmrok i doławiam niewielkiego amura, a w ciągu całej nocy w sumie 5 karpi oscylujących wagowo w granicach 10-18 kg. Następnego ranka zaliczam piękny odjazd z płytkiej wody i sympatyczny grubasek, którego waga nieznacznie przekracza 19 kilo, nie dał mi już dopić porannej ciepłej kawy. Po wspólnej sesji przymierzam się do przewiezienia zestawów po nocy i od tego momentu karpie dały chwile wytchnienia, a moją stołówkę zaczęły nawiedzać azjatyckie torpedy, co zmusiło mnie do zmiany miejscówek oraz sposobu nęcenia, co jak się okazało przez jakiś czas, nie przyniosło spodziewanych efektów.
Na kolejnego kaperka musiałem czekać blisko 24 godziny, zaliczając w międzyczasie 2 spinki i dopiero nad ranem łowię sympatycznego malucha, który swoją siłą w niczym nie ustępował znacznie większym mieszkańcom tej wody.
Do końca zasiadki pozostaje mi doba, więc zaczynam kombinować z zestawami oraz obserwuje wodę w poszukiwaniu obecności naszych ulubieńców, co jak pokazały kolejne godziny, chyba mi się udało. Ostatniej nocy i poranka doławiam jeszcze 4 karpie w tym tego najbardziej wyczekiwanego 20+, który był fantastycznym zwieńczeniem tej samotnej, ale jakże pełnej wrażeń zasiadki.
 
Przez te kilka dni złowiłem kilkanaście przepięknych ryb, którym najwyraźniej pasowało przygotowane menu w postaci kulek: Czosnek/Śliwka, Bolsena Squid z Pomarańczą, Orange Snake oraz Bolsena w wersji pop-up z Massive Baits.
Podziękowania dla Mateusza, Przemka, Maćka, Piotrka, Zbyszka za nieocenioną pomoc przy sesji zdjęciowej.
 
Pozdrawiam serdecznie,
Tomek Zieliński

MASSIVE TEAM POLSKA

Dodaj komentarz