Jesień, nauczycielka pokory

Na wstępie chciałem Wam bardzo podziękować za wszystkie pochlebne komentarze na temat moich wcześniejszych artykułów. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że droga, którą obrałem w przekazywaniu Wam mojej wiedzy, jest słuszna, że chcecie czytać rzeczy może nie całkiem popularne, ale zdecydowanie ciekawe, wnoszące trochę innego światła do coraz bardziej skomercjalizowanego hobby. W kolejnych odsłonach „Szkółki Karpiowej Emerald” w dalszym ciągu będę Wam ukazywał kulisy tego wspaniałego sportu i dziedziny wędkarstwa. Opowiem Wam historie będące w wielu przypadkach pokryciem tego, co sami przeżywacie nad wodą, będziecie mieć wrażenie, że opowiadam rzeczy bliskie Waszemu sercu.

Tytuł tego artykułu nie jest przypadkowy. W mojej ocenie — jest to pierwsza kontrowersja w tym artykule i uprzedzam, że będzie ich więcej, ponieważ jesień jest najbardziej nieprzewidywalną porą roku, moim zdaniem najgorszą do rozpoczęcia przygody z karpiami. Co nie znaczy, że o tej porze roku nie możemy liczyć na satysfakcjonujące nas wyniki. Wiem, że słowo „satysfakcja” w karpiowaniu ma dla wielu z nas inne znaczenie. Dla jednych jest to złowienie największej ryby sezonu, dla innych spędzenie większej ilości czasu nad wodą, a dla jeszcze innych złowienie dużej ilości ryb. Są i tacy co zakładają sobie, że złowią np. trzy ryby + 20. Zawsze się zastanawiam, słysząc takie plany i deklaracje — kiedy nastąpi koniec, aż tak wyniosłych, górnolotnych, pozbawionych skromności i pokory planów, gdzie znajduje się granica rozsądku tych ludzi, ale to akurat jest temat na osobny artykuł, który pojawi się niebawem.

Czytając moje artykuły, proszę Was, abyście tych porad nie próbowali przenosić na tzw. wody komercyjne, z dużą populacją ryb, wód regularnie zarybianych dużymi karpiami i amurami. W moich artykułach skupiam się raczej na naszych przełowionych wodach PZW z małą ilością ryb, gdzie złowienie karpia powyżej 15 kilogramów jest już w mojej ocenie dużym wynikiem, nie mówiąc o karpiach 20+.

Dlaczego takie wody będą przewodnie w moich artykułach? Ponieważ nad takimi wodami spędzam najwięcej czasu. W całej mojej przygodzie karpiowej na komercyjnych wodach byłem zaledwie pięć razy, wiem, że takie wody rządzą się swoimi prawami, karpie w nich pływające zachowują się inaczej, mają inne nawyki żywieniowe, są przyzwyczajone do całkiem innej presji wędkarskiej, co nie znaczy, że są łatwiejsze do złowienia. Po prostu klimat takich wód mi nie odpowiada, wolę nasze przełowione, zaniedbane zbiorniki państwowe, wolę łowić karpie o wadze 6 kg, 10 kg no może uda się czasami złowić jakąś 12, ale radość i satysfakcję mam większą niż bym miał złowić 20+ na tzw. komercji. Taki już jestem i się nie zmienię.

Tak jak już wyżej nadmieniłem, najczęściej swój czas spędzam nad państwowymi wodami. Wybieram raczej małe zbiorniki od 1 do max. 15 ha. Spytacie dlaczego? Ponieważ w takich wodach łatwiej jest zlokalizować ryby, tym bardziej jesienią. Porywanie się na duże jeziora, zbiorniki zaporowe wymaga już bardzo dużego doświadczenia, wielkiego szczęścia, dużo wolnego czasu oraz zasobnego portfela. Na temat szczęścia w karpiowaniu nie będę się wypowiadał, co do czasu, pieniędzy i doświadczenia, to jest to, czego nam wszystkim brakuje, no może z kilkoma wyjątkami.

Gdy weźmiecie do rąk nowy numer Karp Pasja i Przygoda za waszymi oknami będą pojawiać się pierwsze sygnały nadchodzącej jesieni. Ta specyficzna pora roku poza kilkoma charakterystycznymi cechami jest bardzo trudna do przewidzenia w naszej strefie klimatycznej. Jesień kojarzy mi się z coraz niższymi temperaturami w dzień i w nocy, gwałtownie spadającą temperaturą wody oraz powolnym zanikaniem naturalnego pokarmu w akwenach. W mojej ocenie łowienie jesienią nie za wiele różni się od tego, co robimy w trakcie całego sezonu. Nie pomylę się za wiele, jeśli powiem, że ilu karpiarzy tyle taktyk na jesienne karpie.

Etap pierwszy- wybór wody

Na moje jesienne wędkowanie najczęściej wybieram żwirownie, glinianki, stare cegielnie… Wody, w których znajduje się duża ilość zwalonych drzew, podwodnej roślinności oraz zróżnicowana głębokość. Daje to wiele możliwości podejścia do coraz to słabiej żerujących karpi. Aby mieć dostęp do takich miejsc, wybieram wody, na których dozwolona jest wywózka lub używanie modeli zdalnie sterowanych, choć te ostatnie nie są mi aż tak bliskie. Nie ma co ukrywać, że aby trafić na tzw. żerowanie jesiennych karpi trzeba mieć po prostu szczęście. Trwa to zaledwie kilka dni w okresie dwóch miesięcy, przekłada się to na dwa trzy dni w tygodniu. I tu pojawia się ważny aspekt – czas. Każdy z was albo się uczy, pracuje lub ma inne obowiązki i trafienie na intensywne żerowanie jesiennych karpi jest dużym szczęściem.

W większości są to zasiadki, które odbywają się w weekendy. Jaką macie gwarancję, że akurat to będzie ten moment – nie macie żadnej, ale możecie zrobić kilka rzeczy, które choć trochę przybliżą Was, przy odrobinie szczęścia do złowienia wymarzonego jesiennego karpia i pozwolą wam zrobić pamiątkową fotografię na tle polskiej złotej jesieni.

Etap drugi – wybór miejscówki

Łowienie wśród podwodnych zawad, zwalonych drzew, starych pomostów może Wam ułatwić kontakt z jesiennym karpiem. Ryby naturalnie szukają takich miejsc i kryjówek – nie dotyczy to tylko okresu jesiennego. Nasi ulubieńcy w takich miejscach szukają naturalnego pokarmu, który pełni sezonu z powodzeniem tam znajdowały. Powalone drzewa, które znajdują się w pobliżu głębszych miejsc na zbiornikach, można wytypować jako prawdopodobne zimowisko karpi, które w takich miejscach będą szykować się do zimowego letargu, co nie oznacza, że nie będą w ogóle żerować. Znalezienie takiego miejsca na wodzie może Wam zagwarantować przy złożeniu się kilku innych czynników, na branie karpia nawet w okresie jesienno – zimowym.

Kolejna kontrowersja, którą Wam obiecałem, będzie dotyczyć głębokości, na których ja łowię w tym okresie. Tu Was mogę zaskoczyć, ponieważ zawsze jeden zestaw, daję na wypłycenia, najczęściej pod brzegami przy trzcinowiskach. Najwięcej jesiennych karpi złowiłem z głębokości 1,5 metra max. 2 i to w godzinach nocnych, gdy spadek temperatury wody jest największy. Wiem, że burzy wam to pewne teorie, którymi się dotychczas kierowaliście. Dlaczego akurat te miejsca? Ryby takie rejony odwiedzają instynktownie. W mojej ocenie pamiętają, że w tych miejscach znajdował się naturalny pokarmu, który najszybciej się tam pojawił w okresie pierwszych wiosennych ociepleń, jak i przez późniejszy cały sezon.

Etap trzeci – karmienie i przynęty

Moja jesienna taktyka dotycząca karmienia i przynęt nie różni się znacząco, od tego, co robię w trakcie całego sezonu. Zawsze staram się, aby jeden zestaw był wywieziony z jedną kulką, typowo mięsną lub rybną. W ostatnim czasie sprawdziły mi się kule Rod Hutchinson Monster Crab oraz The Force, a także DT Baits – Howler. Na drugiej wędce zawsze mam jakąś słodycz, najczęściej kulki o zapachu truskawki, kokosa lub morwy, ostatnio bardzo popularnej.

W okresie jesiennym całkowicie rezygnuje z kukurydzy, której i tak mało używam. Główną mieszanką, którą wsypuję na zestaw, stanowią połówki kulek i duże ilości konopi. Zdarza się, że zalewam ja liquidem, olejem rybnym lub innym płynnym pokarmem, ale nie jest to reguła. Myślę, że sam aromat kulek i konopi jest w większości sytuacji wystarczający.

Tak jak w innych porach roku dużą uwagę przykładam do regularnego nęcenia. Zawsze stawiam na małą ilość kulek dobrej jakości, najczęściej połówek, wrzucanych w regularnych odstępach czasu np. co dwa dni. Jeżeli po kilku zasiadkach miejscówka nie daje mi zamierzonych efektów, szukam karpi w innych miejscach.

Podsumowanie

To by było chyba na tyle, jeśli mowa o najważniejszych aspektach jesiennego połowu karpi. Opisałem Wam tylko te rzeczy, które możemy sami zaplanować i zastosować, bo na pogodę, czyli temperaturę powietrza i ciśnienie raczej dużego wpływu nie mamy. Choć muszę dodać, że najlepsze wyniki miałem przy niskim, stabilnym ciśnieniu.

Zawsze w każdym artykule będę podkreślał, że najważniejszym aspektem naszego hobby jest przebywanie nad wodą, obcowanie z przyrodą, uczenie się zachowania naszych ulubieńców. Każdy sezon jest inny, dlatego miejscówki, które dawały nam wyniki jednego roku jesienią, nie muszą dawać ich w następnym sezonie. Starajcie się zawsze mieć otwarty umysł, zmieniajcie taktykę, jeśli sytuacja tego wymaga, nie zamykajcie się w swoim świecie i przekonaniu, że robicie wszystko najlepiej. Bądźcie jak najczęściej nad wodą, a sama natura Wam podpowie, kiedy i jak wędkować. Odczytywanie znaków natury jest chyba najtrudniejszą dziedziną w pogoni za tym jednym jedynym wymarzonym karpiem, którego tak naprawdę możecie nigdy nie złowić i to jest chyba najpiękniejsze. Wyzbądźcie się pychy i zarozumiałości, która w ostatnim czasie jest tak widoczna w mediach społecznościowych, cieszcie się nawet małymi rybami i szanujcie je tak samo, jak te duże okazy, które ja nazywam pomnikami przyrody.
Powodzenia i wytrwałości.

Dodaj komentarz