DEVIL 666 BCC ZAJĘCI – Okiem Ireneusza Szpaka!

Musiałem zwyczajnie odpocząć, żeby usiąść i na spokojnie napisać kilka słów na temat ostatniego wyjazdu do Czech. Nie ukrywam, że ostatnie dwa tygodnie były dla mnie dość wyczerpujące, gdyż w niedzielę wróciłem z Mistrzostw Europy Wschodniej, które odbywały się w Ukrainie, a już w czwartek rozpoczynałem kolejne zawody, tym razem u naszych południowych sąsiadów. Woda, na której odbywały się zawody, ma zaledwie 15h, więc jest stosunkowo niewielka, jednak lubię brać udział w tych zawodach, ponieważ zawsze startujemy tam jako jedyni Polacy, którzy walczą ze Słowakami i Czechami. Oczywiście to Czesi dominują, gdyż jest to ich woda, na której często przebywają, a ich doświadczenie widać gołym okiem. Jednak nie zniechęca nas to do podjęcia walki na obcej ziemi.

Jak co roku udział brałem z moim kumplem Sławomirem Nowakiem i oczywiście reprezentowaliśmy Duxon Team Polska. Był to już nasz 3 start w tych zawodach, za pierwszym razem udało nam się zająć 6 miejsce, rok temu uplasowaliśmy się na 5 pozycji. Dlatego w tym roku powiedzieliśmy sobie, że walczymy o podium, a minimum to 4 miejsce, aby był progres. Zawody „DEVIL 666 BCC ZAJĘCI” trwały 66 godzin z formułą 6 największych ryb. Dodać warto, że po zważeniu 6 ryb, można przez całe zawody zważyć jeszcze tylko kolejne 6 ryb z możliwością zamiany wyniku na wyższy. Po zważeniu 12 ryb zawody tak naprawdę kończą się dla danego temu, dlatego trzeba przemyśleć jakie ryby warto zapisać, aby nie było sytuacji, że pod koniec złowimy dużą rybę, a nie będzie możliwości jej zapisania. Od początku przyjęliśmy więc taktykę, która mówiła, że nie zapisujemy ryb poniżej 10 kg.

Jak co roku do losowania podchodził Sławek, gdyż ja nie mam szczęścia i nerwów, aby w tym uczestniczyć. Przed losowaniem, moją jedyną prośbą było to, abyśmy nie musieli przenosić ekwipunku pieszo – z 22 stanowisk, 5 to miejsca usytuowane na grobli i jedyna opcja to piesza przeprawa. Po wstępnym losowaniu (które miało na celu ustalić kolejność wyboru stanowisk) w worku zostały jedynie stanowiska 1 oraz 12 (wybieraliśmy miejsce jako przedostatnia drużyna), gdzie stanowisko pierwsze to właśnie grobla, dlatego tylko prosiłem Sławka, żeby wylosował dwunastkę, nie wiedząc tak naprawdę co to za stanowisko… Na szczęście udało się wylosować numerek, który był przeze mnie w tamtej chwili wymarzony!

Po przyjechaniu na nasze stanowisko już w pierwszych minutach zawodów był wielki problem, gdyż Czesi będący na stanowisku nr 11 robili wielkie zamieszanie, dot. braku miejsca do łowienia. Po telefonie do organizatorów ich sąsiedzi powiedzieli, że nie będą posyłali swoich zestawów dalej niż 100 m. Nie ukrywam, że też bym się pewnie denerwował, gdybym był na tym stanowisku, jednak jeśli organizatorzy tak przydzielili granice, to trzeba się przystosować. Jednakże dla świętego spokoju, też ustąpiliśmy miejsca z lewej strony i nie rzucaliśmy dalej niż 50 m. Koniec końców, właśnie na tej odległości mieliśmy wypłycenie i tam planowaliśmy łowienie na dwa zestawy. Drugimi dwoma kijami, zamierzaliśmy wysunąć się dużo dalej, w stronę środka wody – tym bardziej że nasi prawi sąsiedzi też nie łowili dalej niż 80 -100 m. Normalną sprawą było więc, wysuniecie się dalej, aby to nasze zestawy były na drodze jako pierwsze, bez możliwości wpuszczenia ryb sąsiadom z prawej strony. Ta taktyka sprawdziła się doskonale! My odnotowywaliśmy branie za braniem a sąsiedzi z naszej prawej strony, przez pierwsze dwa dni nie mieli ani jednej ryby! Za to sąsiedzi z lewej strony notowali te najlepsze brania – już w pierwszą noc złowili karpia o wadze 18,89 kg, gdyż to oni mogli wyjść swoimi zestawami i za nas i za swoich sąsiadów. Patrząc na to obiektywnie, wszystkie skrajne stanowiska, powinny być zlikwidowane, ponieważ nie dawały możliwości wszystkim łowienia na pełnym, regulaminowym dystansie. Tak czy tak chcieliśmy robić swoje, a byliśmy przygotowani tak naprawdę na każdą ewentualność, czy to łowienie blisko, daleko czy też stawianie przynęty na dnie lub w toni! Równie dobrze, byliśmy przygotowani w kwestii przynęt i zanęt – mieliśmy grubo ponad 100 kg kulek o rozmiarze 20 mm takich firm jak DT Baits, Rod Hutchinson i Starbaits, w naszym zapasie nie zabrakło też zanęty do Zig-Riga. Zrezygnowaliśmy za to z kukurydzy, ze względu na mnogo pojawiające się leszcze. Podczas łowienia zdarzało się, że tylko jedna wędka była w wodzie a reszta na brzegu, gdyż po wyciągnięciu ryby zaraz odjeżdżała kolejna i nie zdążyliśmy zarzucić zestawu, a kolejna ryba odjeżdżała z zestawem. Na brak pracy i ryb, naprawdę nie mogliśmy narzekać – łowiliśmy całą noc, nie mrużąc oka nawet na pół godziny! Co ciekawe ryby przynosiły nam obydwa wytypowane miejsca, a także każdy z założonych zestawów, gdzie sąsiedzi nie odntowali ani jednego brania lub jeden czy dwa odjazdy. Jak zawsze nie zawodził Scopex z DT Baits, Mulberry Roda Hutchinsona oraz SK30 firmy Starbaits. W piątek rano mamy w workach 3 ryby o wadze 12.61 kg, 11.66 kg, a także 12.90 kg i plasujemy się na 4 pozycji. Gdzie 1 miejsce ma 4 ryby, a jeszcze 5 drużyn siedzi o kiju. Nie pozostaje nam nic innego jak ciężka praca, łowienie i nieustanne donęcanie łowiska. Pogoda sprzyjała na założenia Zig-Riga, jednak regulamin pozwalał na maksymalnie metr długości – bez względu na to, zaczynamy łowić na Ziga. Pomiędzy rybami 8-11 kg, wreszcie pojawia się piękny karp o wadze 15,97 kg złowiony na DT Scopex 15 mm. Ta ryba pozwoliła nam zająć drugą pozycję! Ze względu na brak brań na lewe wędki w ciągu dnia, postanowiliśmy je przesunąć bardziej w prawo i przerzucić zestawy na ok. 100 – 120m a prawe wędki umieściliśmy na odległościach oddalonych o 120 – 140m. Na rezultaty, nie musieliśmy długo czekać! Jednak cały czas były to zbyt małe ryby, by umocnić się w tabeli – zaczęliśmy więc zmieniać przynęty, mieszać kolorami i rozmiarami, żeby zacząć łowić te większe karpie, jednak nie przyniosło nam to zamierzonych efektów. W ostatnim dniu próbowaliśmy łowić nawet na dwie kulki 24 mm i szczególnie ta przynęta spodobała się amurom, które jednak nie przekroczyły 11 kg.

Nie wiedzieliśmy tak naprawdę co mamy zrobić, aby łowić te większe ryby, próbowaliśmy też łowić 20 metrów za nęconym miejscem, decydowaliśmy się również na stawianie zestawów wraz z PVA w całkiem nowych miejscach. Naprawdę przerobiliśmy chyba wszystkie możliwe warianty, co przyniosło nam ponad 60 ryb o łącznej wadze ok. 700 kg. Myślę, że gdybyśmy więcej łowili na Ziga z miejsca oddalonego o 120 – 140m moglibyśmy dobić do 1000 kg. Mimo tych wszystkich ryb zajęliśmy dopiero 11 miejsce. Niestety przy formule 6 największych ryb, mieliśmy tylko pięć ryb +12 kg i jedną prawie 16 kg. Do pierwszego miejsca brakowało nam ponad 12 kg. Jednak na nudę nie mogliśmy narzekać, ciągu 3 dni nie przespaliśmy więcej niż 5 godzin. Uważam, że wykonaliśmy świetną pracę, która przyniosła regularne brania, jednak uważam, że zabrakło nam szczęścia. Może jednak przeprawa pieszo byłaby lepszym rozwiązaniem? Właśnie stanowisko nr 2 wygrało całe zawody, łowiąc takie ryby jak 2x +14 kg, 3x +15 kg i jedną prawie 17 kg! Ciekawostką jest BIG FISH – jednego dnia ważył 19,25 kg, a kolejnego dnia ta sama ryba ważyła 19,29kg!

Z tego miejsca jeszcze raz chciałbym podziękować mojemu kumplowi Sławkowi, za walkę do samego końca – za rok powalczymy o podium!

Duxon Team nigdy się nie poddaj! Te zawody mogę bezpardonowo nazwać lekcją i treningiem przed Mistrzostwami Polski!

Dodaj komentarz