Carp Life – pasja, przyjaźń, marka…

Wszystko zaczęło się na jednej z zasiadek gdy Marek & Marek postanowili stworzyć coś wyjątkowego… Dwóch marzycieli, dwóch pomysłodawców, ale przede wszystkim dwóch przyjaciół…

„Spróbujmy robić kulki na sprzedaż… pięknie byłoby tak żyć z pasji… Dobra, do dzieła…”  tak narodziła się idea, która musiała dojrzeć.

Milion myśli na minutę, tysiące telefonicznych rozmów, chodzenie w chmurach.

Jakoś to trzeba było wszystko poukładać, zapisać, policzyć, stworzyć od zera. Zacznijmy od początku: Jaka nazwa? Przewinęło się kilkanaście, w pewnym momencie Maras celnie strzelił – Carp Life! Ok nazwa jest, teraz trzeba popracować nad logo. Pomysłów było nie mniej niż początkowych nazw. Nastał czas Świąt i rodzinnych spotkań.

Podczas rozmów Marka z bratem i bratankiem pojawiła się myśl o dwóch hakach jako litery. Jest – mamy to! Szybka akcja na komputerze i powstał zarys logo. Telefon do Marasa – „sprawdź maila”… Teraz już wiedzieli, że nie ma odwrotu. Na początku była to mała tajemnica, ale w końcu po kolei kontakt z przyjaciółmi i wszyscy jak jeden mąż – kapitalnie! Dawać chłopaki, pomożemy! No to lecimy! Spróbujemy co z tego wyjdzie!

Początki

Początki nigdy nie są łatwe, jednak tę historię zacznijmy właśnie od nich. Co mamy? No ja mam roller 15… 20 ok, mój tato pomoże nam z elektryczną maszyną. Tak powstał nasz roller „Antoni” na którym przez kilka lat kręciliśmy kulki.

Dobra, a gdzie to będziemy robić? Kurczę, nie wiem… Po kilku dniach namysłów pojawiła się osoba, która użyczyła nam miejsca pod działalność oraz wspierała w wielu innych aspektach, stała się chrzestną marki CL. Bez takiego wsparcia przez te lata ciężko byłoby ruszyć z produkcją.

Dziękujemy ciociu.

Mamy miejsce, roller do 15-tek, rollery ręczne, kupiliśmy mieszalnik, który nazwany został „krasula” ze względu na swoją wielkość i wagę, do tego kolega przywiózł nam wyciskarkę z zagranicy – to już pójdzie z górki. Maras mieszkał we Wrocławiu, Marek w Poznaniu – 130 km od „bazy” bo tak została nazwana i jak tu produkować?

W każdy weekend Marek zabierał rodzinę do Milicza by tam produkować i robić zapasy – tak przez 5 lat! Maras w tygodniu często do 2-3 godz. nad ranem kręcił kule by później omijając sarny na leśnych drogach, ze sklejonymi oczami powrócić do domu i o 7 ruszyć do pracy na etacie. Receptury były w głowie Marasa od ponad 15 lat , totalnie sprawdzone przez siebie oraz ekipę. No to zaczynamy produkować! Produkować to dużo powiedziane. Ostatnio Marek wspominał mi, że jak miał po 5 kg zapasów z każdej średnicy to był mega zadowolony.

Po nocach i w wolnych chwilach powstawały: loga produktów, procedury, opisy naklejek, zdjęcia, opakowania, strona internetowa, banki, urzędy, cały konspekt dla weterynariatu. Pracy była cała masa do tego nocne pisanie i analizowanie dokumentów niezbędnych do otrzymania numeru weterynaryjnego.

Jasne, można było zlecić komuś takie przygotowanie, ale wydatków na inne cele było mnóstwo, więc Marek tworzył po nocach poznając tajniki jakże „łatwych” zasad weterynaryjnych i przepisów pracy, paragraf po paragrafie – jesteś wielki. Nieprzespane noce powoli zaczęły przynosić owoce w postaci pierwszych opakowań.

Rozwój:
Rozwój determinuje kilka cech:

– pomysły – jest ich cała masa!
– chęci – obecne
– pozytywne myślenie – jest wręcz hurra optymizm!
– środki na rozwój zwane pieniędzmi – no i ten faktor jest jak duch – pojawia się i znika!Przez ogrom nakładów finansowych jakie musieliśmy włożyć w firmę często idealizm, marzenia, chęci i optymizm były hamowane niczym szybko zaciągnięty ręczny. Nie było łatwo – ciągle trzeba było dokładać, dodatkowo w kość dawała nam sezonowość. Szczerze mówiąc, gdyby nie wsparcie jakie otrzymywaliśmy to Carp Life’a już dawno by nie było. Marzenie stało się pracą na kolejny etat bez wynagrodzenia.

Weekendy, ba, nawet każde wieczory po pracy spędzane były wśród cudownych zapachów mąk i aromatów. Wiecznie cali w pyle, powroty o 3 nad ranem… Jednak i wyrozumiałość ma swoje granice… Nasze rodziny mają chyba największy dar wyrozumiałości – to dzięki ich wsparciu marka przetrwała!

Wsparcie :
Tego nie da się opisać słowami. To grupa, rodziny, przyjaciele, koledzy i klienci, którzy stają się jedną wielką rodziną Carp Life! To chyba najważniejszy element układanki – malutka firma oparta na wysokiej  jakości i szczerości trzyma się na powierzchni w tych trudnych czasach.

Mówiąc o przyjaźni i wsparciu to odpowiedni moment żeby zaznaczyć obecność Tommy’ego, który od dwóch lat ciągnie ten biznes z nami. Wniósł do firmy swój czas i świeże spojrzenie na marketing. Pojawiły się nowe maszyny, które pozwoliły nam zwiększyć kilkakrotnie moce przerobowe. Ożył FB i ruszyła promocja, można było zacząć myśleć by wyjść z ofertą na kolejne sklepy…

Kilka osób jest z nami od samego początku i należą im się szczególne podziękowania.

Robert: Jego doświadczenie, kontakty oraz chęci przelewania swoich myśli na papier pozwoliły naszej marce dać się poznać szerszej grupie osób.Piter: Piter i jego drukarnia! Dzięki niemu naklejki, plakaty, wizytówki, ulotki są zawsze na czas. Dopracowane w każdym detalu! To była ogromna pomoc i wkład, nie zapominając również o pięknych rybach i newsach na stronie.

Radzio: Pozytywny wariat, optymista, który pomoże jak trzeba, podrzuci kolejny pomysł. Do tego dobry organizator
ekipy Carp Life Cartel.

Jakub: Pan złota rączka, bez niego produkcja nie raz by stała, a nasz rozwój i instalacja nowych maszyn byłaby w lesie. Jak coś się psuje,to jeden telefon i naprawione.

Seba: Częste odwiedziny na bazie i pomocna dłoń na wielu płaszczyznach.

Mariusz: Opisy wypraw Mariusza dały nam na początku pozytywnego kopa do działania.

Kogut: Kolejny Marek w ekipie. Zawsze w pełni zaangażowany i chętny do bezinteresownej pomocy.

Trzeba przyznać, że mamy ogromne szczęście do ludzi!

Kolejny krok:
Wreszcie nastąpił dzień, w którym możemy odhaczyć kolejny punkt rozwoju.

Marka Carp Life jest zarejestrowana i zastrzeżona, przy logo pojawia się ® – jesteśmy dumni!

Dziękujemy Wam wszystkim!

Dodaj komentarz