Bonjour, Meine Damen und Herren – Bartosz Wiatrowski

Jak sami zauważyliście po tytule, zabiorę Was w podróż do dwóch krajów – Francji i Niemiec.
Mimo tego, że klimaty tych artykułów z uwagi na umiejscowienie będą odmienne, wiązać je będzie ten sam temat, a więc jak zrobić pierwszy krok do zagranicznego wyjazdu na karpie, na publiczne wody ogólnodostępne. Celowo podkreślam, że na wody publiczne, bo jak sami już zdążyliście zauważyć, zasiadki na polskich, jak i zagranicznych komercjach nie są moimi klimatami i nigdy nie będą. Co do terminologii, czyli tego, co ja rozumiem przez komercje i publiczne wody w miarę czytania artykułów sami się dowiecie i na pewno nigdy już więcej nie będziecie mieć wątpliwości, czym te dwa rodzaje wód dla mnie się różnią.

Dlaczego Francja i Niemcy? Pierwszy z krajów jest niewątpliwą mekką karpiową z uwagi na fakt posiadania na swoim terenie najbardziej znanych wód w Europie takich jak Lac du Der-Chantecoq, Lac de Madine, Lac de Orient, Lac de Salagu. Lac de Saint-Cassien. To tylko kropla w ilości podobnych sobie zbiorników na terenie przepięknej i zróżnicowanej klimatycznie Francji. Tam sezon trwa cały rok.
Co do naszych zachodnich sąsiadów, to powodem, dla których chcę Wam o nich opowiedzieć, jest fakt, że mimo podobnego klimatu do naszego posiadają oni zbiorniki zbliżone populacją karpi do wcześniej wymienionej Francji i w mojej ocenie będą bardzo dobrym rozwiązaniem, do tego, aby postawić pierwsze kroki w przygodzie z wielkimi karpiami z wielkich zbiorników zaporowych, chociażby z uwagi na mniejszą odległość od naszego kraju. Wierzcie mi kilometry pokonane w samochodzie, jadąc w nieznane, są jedną z bardziej istotnych rzeczy podczas planowania takich wyjazdów, ale o tym w dalszej części artykułu.

Postaram się Wam na podstawie moich ostatnich trzech lat wyjazdów nad zagraniczne zbiorniki opowiedzieć o najważniejszych aspektach takich wypraw — jak je zaplanować, o czym należy pamiętać, na co należy zwrócić szczególną uwagę i jak zacząć takie łowienie na wodach poza granicami kraju.
Temat nie jest przypadkowy, ponieważ wiem, ile wysiłku kosztowało mnie i moich kolegów zorganizowanie pierwszego takiego wyjazdu, i wiem również, że wielu z Was czytających ten artykuł zastanawiało się nad taką przygodą. Jednak zawsze brakowało Wam może nie tyle chęci, ile wiadomości, które potrzebowaliście lub potrzebujecie do podjęcia tej niewątpliwie trudnej decyzji.

Sam osobiście znam tylko kilka osób z naszego kraju, które jeżdżą poza udziałem w WCC i WCM na prywatne zasiadki nad takie wody. Większość naszych rodaków jeździ na zagraniczne komercje, troszeczkę w mojej ocenie w obawie przed porażką, która nadal w naszych oczach jest czymś wstydliwym. Wierzcie mi, to jest tylko nasza przypadłość. Cała Europa jeździ po takich wodach, więc zacznijcie i Wy, nie bójcie się porażek, ponieważ są one elementem naszego hobby, trzeba się tylko nauczyć wyciągać z nich wnioski na przyszłość, a po pewnym czasie i na kolejnym wyjeździe na pewno spotkacie się tak jak ja w tym roku, ze swoim wymarzonym rywalem i nową życiówką — na zdjęciu 23 kg.


Chcę, byście uwierzyli mi na słowo, że jeżeli po tych dwóch artykułach podejmiecie decyzje o swoim pierwszym wyjeździe poza granice naszego kraju, wpadniecie w pewnego rodzaju trans karpiowy, w którego trakcie cały czas będziecie planować, planować i jeszcze raz planować kolejne wyjazdy. Poza niewątpliwą wartością, jaką są wielkie dzikie karpie z tych zbiorników, których największych waga dochodzi do blisko 40 kg, każdy taki wyjazd jest po prostu geograficzną, przyrodniczą i kulinarną przygodą, która po pewnym czasie może być również waszą wakacyjną lub urlopową alternatywą na spędzenie czasu z drugą połówką.


Przygotowania

Na wstępie opowiadań o przygotowaniach muszę zaznaczyć, że sam z siebie nie planowałem takich wyjazdów. Wystarczały mi samotne zasiadki lub w gronie kolegów na moich pobliskich wyrobiskach, które niewątpliwie mają swoje niepowtarzalne klimaty. Jednak gdzieś tam zawsze czegoś mi brakowała a podczas oglądania filmów z zasiadek karpiowych znad ogromnych wód, oczyma wyobraźni próbowałem sobie wizualizować, jakby taka przygoda karpiowa mogła wyglądać.

Niewątpliwym bodźcem do podjęcia decyzji o pierwszym zagranicznym wyjeździe była rozmowa z moim kolegą teamowym Marcinem Mrowińskim, który na takich właśnie wodach zdobywał swoje doświadczenie, włożył wiele wysiłku, serca i funduszy, aby osiągnąć spektakularne wyniki, łowiąc wielkie dzikie karpie. To właśnie wielogodzinne rozmowy z Marcinem były tym decydującym czynnikiem, aby zrobić ten pierwszy krok.
Tak naprawdę zagraniczna zasiadka karpiowa czy to nad francuską, niemiecką, włoską, węgierską wodą zaczyna się już kilka miesięcy wcześniej albo i nawet rok wcześniej. Wraz ze wzrostem doświadczenia będziecie potrzebowali mniej czasu na przygotowania. Wstępna faza zasiadki, która ma już swoje miejsce w Polsce, polega przede wszystkim na zdobywaniu jak największej ilości wiedzy, informacji, o wodzie, nad którą planujemy wyjechać. Wszechobecny internet bardzo nam to ułatwia. Szukamy artykułów oczywiście zagranicznych, bo w polskich mediach ze świeczką szukać takich opisów z zagranicznych wojaży nad wielkie wody i zbiorniki zaporowe, aż do tego artykułu. Dodatkowo szukamy zdjęć, filmów, map, regulaminów wód, zasad łowienia w danym kraju, gdzie wykupić zezwolenia, jakie punkty zajmują się sprzedażą licencji tygodniowych lub rocznych, gdzie znajdują się najbliższe sklepy spożywcze, parkingi, miejsca takie jak szpital. Samo tłumaczenie obcojęzycznych artykułów, filmów, szukanie miejsc i map wytypowanie wody, terminu wyjazdu, zaplanowanie urlopu, w mojej ocenie są najtrudniejszą rzeczą w przygotowaniach. Nikt wam nie da gotowych recept, nie pokaże Wam palcem gdzie macie jechać, nie liczcie na to, że na tacy dostaniecie to, na co inni ciężko pracowali. Kolejną czynnością jest zaplanowanie najlepszej trasy, obliczyć koszty paliwa, winiet i parkingów. Na wszystkich bardziej znanych wodach są szczególne miejscówki, które cały rok są oblegane przez karpiarzy z całej Europy. Musicie zdawać sobie sprawę z tego, że jedziecie 1000 lub nawet 2000 km a na miejscu zastajecie zajęte wcześniej wytypowane na mapie miejsce i musicie zdać się na własną intuicję, doświadczenie zdobyte na naszym polskich przełowionych, przetrzebionych wodach. Dlatego warto jeszcze na etapie planowania, przed wyjazdem wytypować więcej miejsc w razie takich niespodzianek jak zajęte hot spoty.
Jedną z ważniejszych zasad wyjazdu jest zabranie ze sobą zaufanej osoby, nikt o tym nie pisze i nie mówi, a jest to priorytet. W mojej ocenie muszą to być osoby sprawdzone, takie, które nigdy was nie zawiodły, są w stanie tak samo, jak Wy poświęcić się przygotowaniom, nie mają tak zwanych wahań nastroju, bo nie ma w mojej ocenie nic gorszego niż siedzenie tysiące kilometrów od domu na zasiadce karpiowej z rozkapryszonym, marudzącym kolegą, który wyobrażał sobie wyjazd całkiem inaczej. Pewne zasady i swoisty regulamin należy omówić w Polsce. Będąc na zasiadce nad wielkimi niebezpiecznymi wodami, ze zmienną pogodą, brodząc po pas w błocie, walcząc z wysokimi falami, musicie mieć obok siebie człowieka zaufanego, takiego, który tak ja wy podejmie się ekstremalnych wyzwań i nie będzie poddawać się pomimo porażek. Krótko mówiąc, musicie znaleźć na taki wyjazd takiego samego wariata jak Wy.


Sprzęt, zanęty, przynęty

Wyjazd nad duży zbiornik zaporowy lub inną wodę publiczną poza granice naszego kraju wiąże się z zabraniem dużej ilości sprzętu. Dlaczego, a no dlatego, że w razie awarii kołowrotka, wędki, czy innego niezbędnego przedmiotu nie pojedziecie do domu po zastępstwo, tylko zostaniecie z tym, co wzięliście, ewentualnie możecie kupić na miejscu, jeżeli będziecie mieć wystarczające środki i odpowiedni sklep w pobliżu, ale wątpię, że będzie chciało Wam się szukać.

Czyli tak, zabieracie minimum cztery wędziska i cztery kołowrotki, a jeżeli możecie, weźcie po jednej sztuce więcej i to o dużej pojemności szpuli. We Francji normą jest łowienie na cztery wędki na osobę, jest to w cenie licencji, w Niemczech dwie. To, czy nawiniecie plecionkę, czy żyłkę pozostawiam Wam do wyboru. Ważne, aby mieć zapasowe szpule z nawinięta linką do szybkiej zmiany w razie utraty większej części. Wywózki do 600 metrów na większości wód są normą, choć są i wody gdzie regulamin dopuszcza jedynie wywózkę do 150 metrów. Przekroczenie regulaminowych odległości w razie kontroli grozi wysokimi karami zarówno we Francji, jak i w Niemczech. Pomiar polega na założeniu specjalnego licznika na wędzisko i zwinięcie przypadkowo wybranego zestawu przez kontrolującego.
Kolejnymi bagażami są namiot ze stałą podłogą, ochroni to Was przed wszędobylskimi szczurami i innymi stworzeniami polującymi na Wasze kulki oraz jedzenie. Duży ponton — min 260 cm, do wywózki przy dużych falach i holu sprawdzi się najlepiej, nie myślcie sobie, że zabranie 190 cm „bączka” wystarczy i zapewni bezpieczeństwo. Oczywiście możecie taki ponton wziąć dodatkowo, ale w mojej ocenie to zbędny balast, no, chyba że planujecie przeprawy i posłuży do załadowania bagaży. Minimum trzy akumulatory z dużą pojemnością, plus ładowarka do nich, mocny silnik elektrycznym lub spalinowy, ale to czy można używać spalinowego silnika na danej wodzie, sprawdźcie wcześniej w internecie. Dalej zabieramy matę, która musi być zawsze przygotowana w pontonie i kołyskę, minimum dwa podbieraki, zestaw ciężarków min 200 gram w dużej ilości, butle z gazem, zbiorniki z wodą pitną, podpórki będą najbardziej mobilne, sprawdzone w każdych warunkach sygnalizatory i swingery (hangerów nie polecam na takie duże wody) do tego komplet zapasowych baterii, dobrej jakości czołówki, lampkę rowerową najlepiej czerwoną (widoczna bardzo dobrze podczas mgły) do zawieszenia na podpórce dla lepszej widoczności stanowiska przy powrotach z nocnej wywózki lub po nocnym holu, kamizelki ratunkowe – obowiązkowe, krótkofalówki dobrej jakości do komunikacji, gdy jedna osoba jest na pontonie daleko od brzegu, o wygodnym łóżku, śpiworze, krześle, odzieży na ciepłe, zimne, deszczowe, wietrzne dni i noce tylko wspomnę. Nie zapomnijcie o środkach higienicznych oraz lekach, zabierzcie ze sobą coś na gorączkę i biegunkę, organizm ludzki w nowych warunkach różnie może reagować. Musicie pamiętać, aby zabrać ze sobą Europejska Kartę Zdrowia, w razie konieczności podjęcia czynności przez lekarza. Taką kartę możecie pobrać w NFZ lub ZUS, oczywiście musicie być ubezpieczeni.
Co do przynęt i zanęt, to w moim przypadku zawsze zabierałem minimum 60 kg kulek na osobę od 18 mm do 24 mm, do tego 20 kg orzecha tygrysiego i duży pellet halibutowy 24 mm około 15 kg, do tego sprawdzone zalewy, boostery liquidy. Podczas ostatnich wyjazdów do Francji i Niemiec zaopatrzony byłem przez Duxon Shop w najlepszy asortyment Misel Zadravec i Rod Hutchinson, polecam z czystym sumieniem. Kulki hakowe od 20 mm do 28 mm wszystko zależy od wody. Na pewno muszą być to kulki twarde, mogące przetrwać ataki raków i drobnicy przez minimum 24 godz. Do tego zestaw ulubionych pływaków. Plecionki przyponowe te z najwyższej półki, sprawdzone, o największej wytrzymałości, sam używam Gardnera. Haki nr 1, 2, ale są i wody gdzie haki nr 6 również się sprawdzą, ważna jest ich wytrzymałość. Dobierając materiały do zestawów końcowych, nie możecie iść na kompromisy, wszystko musi być sprawdzone i niezawodne. Musicie mieć w głowie taką myśl, że łowicie w bardzo trudnych warunkach i w każdej chwili możecie mieć branie ryby życia, co nie jest przypadkiem we Francji i Niemczech oraz innych krajach, ryby plus 20 kg nie robią tam na nikim wrażenia, są normą, co innego niż u nas.


Nie zabierajcie z Polski ze sobą dużej ilości jedzenia, weźcie tyle, ile potrzebne Wam będzie na dwa dni, po tym czasie będziecie już wiedzieć gdzie można podjechać do najbliższego sklepu, aby uzupełnić zapasy, a ceny na miejscu są porównywalne z naszymi, a nawet niższe. We Francji gdziekolwiek byście nie byli, polecam świeże bagietki i sery Camembert.

To by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą część. W drugiej części opowiem Wam o kosztach wyprawy, licencjach na Francję i Niemcy, o najczęściej popełnianych błędach podczas zasiadek nad takimi dużymi wodami, o tym, na jakie zestawy łowię, jaką przyjmuje taktykę nęcenia podczas wizyty nad nową nieznaną wodą, do tego garść innych informacji, okraszoną tak jak w tym artykule pięknymi zdjęciami.

Dodaj komentarz