Zimna woda to nie wróg!

Uwielbiam ten okres, gdy cała przyroda powoli układa się do zimowego snu. Nad wodą nie ma już prawie nikogo, pozostali tylko ci najwytrwalsi. Pasjonaci, którzy pomimo ciężkich warunków chcą dalej walczyć o upragnione branie.

W tym artykule chciałbym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat łowienia w zimnej wodzie. Oraz przedstawić kilka pomocnych według mnie sztuczek.

 


Karpiowanie późną jesienią i wczesną wiosna rządzi się swoimi prawami. Zacznijmy od najważniejszego – wyboru zbiornika i miejsca. Na zimowe łowy zawsze wybieram mniejsze zbiorniki. Takie, na których zlokalizowanie potencjalnych stanowisk ryb jest o wiele łatwiejsze niż na wielohektarowych wodach. Pamiętajmy też, żeby wybrać wodę, na której występują jeszcze interesujące nas ryby. Jeśli już wybierzemy cel naszej wyprawy, należy się do niej porządnie przygotować. Wiązanie przyponów, robienie pva i wszystkiego gdzie potrzeba troszkę czasu i gołych rąk nie będzie już takie proste jak w ciepłe miesiące. Osobiście staram się jak najwięcej asortymentu przygotować już w domu. Wtedy mam o wiele więcej czasu na łowienie. Dni szybko się kończą, więc warto je w pełni wykorzystać.

Zwykle przygotowuje dwa różne mixy. Jeden standardowy a drugi „dopalony” alkoholem. Mój tajny składnik to zazwyczaj bourbon, ewentualnie whisky w ostateczności wódka. Jedno i drugie da nam podobny efekt.



W zimnej wodzie zapachy rozchodzą się o wiele słabiej niż w ciepłej. Tutaj z pomocą przychodzi nam alkohol, który znakomicie pozwala rozchodzić się naszym zapachom i jest świetną alternatywą zamiast olei. Nie trzeba dodawać go zbyt wiele, wystarczy ledwie kilka mililitrów, aby dopalić nasz zanętę. Moje mixy składają się zazwyczaj z drobnych partykuł. Głównie są to pokruszone kulki, micro pellet, stickmix oraz w zależności od sytuacji dodaje odrobinę ziaren.


Aby nasze ziarna nie rozpuszczały pva, stosuję prosty trick. Staram się jak najbardziej odsączyć z nich wodę, następnie zasypuję je solą. Tak przygotowane ziarno, nie rozpuści nam PVA. Możemy również dodać do naszej zanęty trochę robaków. Karpie, jak i inne ryby nie powinny przejść obok nich obojętnie. Dodatkowy ruch w wodzie z pewnością może przyciągnąć więcej ryb w obszar naszego łowienia. Pamiętajmy, że woda ma zaledwie kilka stopni i możemy bardzo łatwo zepsuć miejscówkę przenęcając ją.

Zimową porą używam zwykle mniejszych przynęt. Zazwyczaj są to pojedyncze pop’upy w kolorze białym lub różowym. Uważam, że na tak agresywną barwę, ryby o wiele lepiej reagują w czystej wodzie. Równie często stosowaną przeze mnie przynętą jest pellet. Tutaj znów staram się go przed założeniem namoczyć w alkoholu. Nie za długo, ponieważ rozpuści nam on powierzchniową powłokę naszej przynęty. Jednak kilka minut wystarczy, aby pellet delikatnie napił się naszego dopalacza i poprawił swoją skuteczność. Czasem zdarza mi się kombinować z maggot klipsami, które od czasu do czasu ratują zasiadkę przed blankiem. Nie skreślam oczywiście standardowych kul, czy też bałwanków. Jednak w moim przypadku o wiele skuteczniejsze były wyżej wymienione przynęty… Killerami okazywały się za to kulki z serii Thunder Pop Up o smaku banana. Kulki te zrobione są w taki sposób, aby po kontakcie z wodą tworzyły chmurę zapachową. Polecam sprawdzić to u siebie nad wodą!

Podczas chłodnych łowów staram się odchudzić swój zestaw, spowodowane jest to raczej wielkością stosowanych przynęt. Tutaj każdy z Was ma pewnie swoje przypony tak zwane „pewniaki”, jednak od siebie powiem tylko tyle, nie bójmy się kombinować! W zimnej wodzie ryby potrafią być naprawdę kapryśne, a może po prostu leniwe?

Zazwyczaj nie nęcę zbyt wiele, staram się jednak szukać ryb. Idealnie do tego modelu wędkowania nadają się materiały PVA, dzięki nim mamy niewielką ilość treściwego towaru tuż obok przynęty. Taki rodzaj łowienia pozwala nam w krótkim czasie zbadać spory kawałek wody. Jeżdżąc często na ten sam zbiornik, poznajemy go z wyjazdu na wyjazd coraz lepiej, daje nam to wiedzę, która o wiele ułatwia nam lokalizację ryb. W zimnej wodzie ryby potrafią się grupować, z moich obserwacji wywnioskowałem, że niekoniecznie robią to w najgłębszych miejscach zbiornika. Jeżeli mamy taką możliwość polecam, przepłynięcie się z echosondą w celu poszukania ryb oraz sprawdzenia temperatury wody w różnych częściach zbiornika. Czasami ten jeden stopień Celsjusza różnicy, może odmienić losy naszej zasiadki.

Musimy bacznie obserwować wodę oraz reagować na wszelkie zmiany. Nie bójmy się jednym kijem szukać ryb w różnych miejscach. Ja zwykle obieram jedno miejsce główne, gdzie łowię od początku do końca jednym kijem. Drugie wędzisko natomiast jest bardzo mobilne i tutaj daje ponieść się fantazji i kombinuje. Starajmy się łowić punktowo, dopiero gdy zauważam znaczną aktywność ryb, pozwalam sobie troszkę zaszaleć z nęceniem.

Podczas zimowych łowów nie bójmy się kombinacji, łowienie w zimnej wodzie wymaga od determinacji. Jednak jeśli już postanowiły walczyć w ciężkich warunkach, róbmy to na 100%. Myślmy, kombinujmy, bo w takich warunkach każde wypracowane branie cieszy podwójnie. Niejednokrotnie możemy się też zdziwić wielkością łowionych w tym okresie ryb.


Pozdrawiam twardzieli i zapraszam na zimne łowy! Mati! 

Dodaj komentarz